SZKOŁA KRESOWA PRZED WOJNĄ
CZ.I. WSPOMNIEŃ ANASTAZJI PASZKOWSKIEJ ZD. WIERZBICKIEJ
Spisała i opracowała Anna Małgorzata Budzińska
Zagłębiając się w pamiętniki i wiersze pani Anastazji zastanowiłam się nad postrzeganiem szkoły i jej roli w życiu- zupełnie odmiennym kiedyś i teraz. Nie chodzi mi o wielkie uniwersytety, czy inne wyższe uczelnie, nie!- chodzi tutaj o tę pierwszą, zwykłą, podstawową szkołę.

Spisała i opracowała Anna Małgorzata Budzińska
Zagłębiając się w pamiętniki i wiersze pani Anastazji zastanowiłam się nad postrzeganiem szkoły i jej roli w życiu- zupełnie odmiennym kiedyś i teraz. Nie chodzi mi o wielkie uniwersytety, czy inne wyższe uczelnie, nie!- chodzi tutaj o tę pierwszą, zwykłą, podstawową szkołę.

Dla nas, naszych dzieci i wnuków to normalna sprawa- idzie się do szkoły, bo trzeba, ale większej euforii z tego powodu nie ma. Po przepracowanym roku szkolnym z wielką radością wita się za to wakacje i bynajmniej nie tęskni się za bardzo za szkołą.
Poczytajmy fragmenty wspomnień sprzed wojny pani Anastazji z małej kresowej wioski blisko Ostroga- z Chiniówki:
Kiedy byłam mała dziewczynką to bardzo lubiłam jak mi babcia opowiadała bajki. Oprócz tego bardzo lubiłam rysować ale nie miałam ani zeszytu ani ołówka, więc brałam kredę lub zwęglone drewienko i gdzie tylko zobaczyłam deskę to rysowałam- po drzwiach, po chlewiku, po stodole.
Wszystkie deski były zarysowane, ale deszcz zmywał i dalej mogłam rysować. A najczęściej to rysowałam patyczkiem po piasku.
Zabawek nie miałam takich jak dziś są. Jedną lalkę miałam porcelanową i pieska, a jedną gałgankową zrobiła mi babcia. Zimową porą bawiłam się na takim dużym piecu, ale latem to mało było czasu na zabawy, bo trzeba było gęsi paść, bo trzeba było odrobić kaszę, która zjadałam. Babcia zawsze tak mówiła:
-”Kto leniuch niech się o nic nie kusi,
kto chleb chce jeść ten pracować musi.”
Tak więc my- dzieci też pracowałyśmy, choć ja bardzo bałam się gąsiora, bo syczał i nie chciał mnie słuchać.
„Chinióweczki góry, lasy i ta biała chatka
gdzie mieszkała razem ze mną rodzina i matka
Tam w dolinie strumyk płynie i ta łączka mała,
gdzie pasałam swoje krówki, latem je pasała.”
Pewnego dnia przyjechała do nas ciocia z miasta Ostroga i przywiozła mi zeszyt, ołówek, elementarz i starą czytankę.

Jak ja się cieszyłam, nie macie pojęcia!
W zeszycie ciocia mi napisała literki abecadła i powiedziała:
-Patrz i pisz tak ładnie jak ciocia.
Pisałam zawzięcie i za jeden dzień cały zeszyt zapisałam, a za parę dni zaczęłam pomału czytać.
Pewnego razu poszła mama na jakieś zebranie i po przyjściu powiedziała:
- No, teraz już pójdziesz do szkoły. Przyjechała pani nauczycielka i będzie uczyć. Potrwa to jednak parę tygodni, bo muszą rodzice wymalować, posprzątać i ławki porobić.
Nie mogłam się doczekać tego dnia! Aż w końcu mama mnie umyła, ubrała, uczesała i powiedziała:
-Chodź, zaprowadzę cię do tej szkoły.
Nie pamiętam który to był miesiąc , ale pamiętam rok- był to 1921.( czyli Anastazja miała 9 lat)

Kiedy przyszłam do tej szkoły to nauczycielka zapytała mnie czy umiem czytać i dała mi elementarz, a ja go już na pamięć znałam, podała mi czytankę a ja zaczęłam czytać. Wtedy powiedziała:
- Bardzo ładnie, gdyby było więcej takich dzieci to bym zrobiła drugą klasę.
Niestety było nas tylko troje- dwóch chłopaków i ja co umieli czytać i trochę pisać a reszta to baranki - ni beee ni meee, ni kukuryku!
Jaka to była ta nasza szkoła? Zupełnie inna niż dzisiejsze. Była to zwykła wiejska izba w domu gospodarza, bez podłogi- zamiast podłogi było gliniane klepisko.
„Jak byłyśmy jeszcze dziećmi, do szkoły chodziły
chociaż było kawał drogi lecz my się spieszyły,
bo tam pisać, czytać po polsku uczyli
i piosenek, i zabawy tośmy się cieszyły.”
Pośrodku stała taka długa ława zbita z desek jako wspólny stół, a po bokach były deski do siedzenia dla dzieci.
Przy oknie stał mały stolik, na nim był dzwonek, dziennik i leżała taka długa, dębowa linijka do bicia po łapach. Przy stole stało krzesło i to był kącik nauczycielski.

W rogu stała duża szafa, połowa była na ubrania nauczycielki, a połowa na zeszyty i książki. Nauczycielka wydała po 3 zeszyty: jeden do polskiego, drugi do rachunków, a trzeci do rysunków. Dostaliśmy też obsadkę ze stalówką, czyli pióro, które się maczało w atramencie, bo wtedy długopisów nie było.

Potem postawiła na tej długiej ławie kałamarze z atramentem i powiedziała:
- Dzieci uważajcie, żebyście tego atramentu nie wylały, bo kto wyleje dostanie 25 linijek aż mu łapy spuchną.
Dzieci uważały, ale czasem się zdarzało, że był wylany.
Nauczycielka pomimo że była dobra i miła to potrafiła być też agresywna i surowa.
Biła dzieci tą wielką, drewnianą linijką po rękach, targała za uszy, na kolana stawiała do kąta.

Ja bardzo się tego bałam , byłam grzeczna i nigdy nie byłam karana. Tak więc dzieci były grzeczne, no bo musiały być grzeczne, bo uszy byłyby wytargane, ręce linijką nabite i naskarżone do rodziców, że nie słuchali pani nauczycielki.
„Nie grały nam wtedy radia ni telewizory
no skowronki z nieba, a żaby z bajory.
Chociaż była bieda ludzie jej nie znali
że chodzili latem boso, buty szanowali.”
Książki, zeszyty, atrament i pióra- to wszystko państwo nam dawało, bo ludzie byli wtedy biedni. W klasie nic poza tym nie było, tylko jeszcze na ścianie wisiał Biały Orzeł i obraz Matki Boskiej Częstochowskiej.

„W te zimowe wielkie mrozy i drogi zawiane
chodziłyśmy tak codziennie do szkoły kochanej.
Chociaż było w ręce zimno, nosy zasmarkane,
ale myśmy się cieszyły, lepiły bałwany.”
Codziennie przed rozpoczęciem nauki dzieci stawały wraz z nauczycielką i mówiły taka modlitwę:
„Duchu Święty, który oświecasz serca i umysły nasze
dodaj nam ochoty i zdolności
aby ta nauka była dla nas z pożytkiem doczesnym i wiecznym
przez Chrystusa Pana Naszego Amen.
Maryjo Królowo Polski módl się za nami.”
Po modlitwie zaczynaliśmy lekcje. Nauczycielka była bardzo dobra jak dzieci były grzeczne. Chodziła naokoło ławy, żeby każdy przeczytał i napisywała w zeszycie litery, żeby każdy przepisał, pomagała w rachunkach i rysunkach, tłumaczyła jak mogła. Czytała nam „Płomyczki” i bajki.

Na przerwach wychodziła z dziećmi na podwórko i uczyła nas rozmaitych zabaw, których nie znaliśmy. Uczyła nas też piosenek.
Pamiętam pierwszą piosenkę jakiej nas nauczyła :
„ Z Bogiem, z Bogiem każda sprawa, tak mawiali starzy,
kiedy wezwiesz tej pomocy wszystko ci się zdarzy.
Idziesz drogą, chociaż blisko, westchnij przy robocie,
Bóg przeżegna, że uczciwie dokończysz we cnocie.”
Druga piosenka tak się zaczynała:
„ Jadą , jadą, dzieci drogą, siostrzyczka i brat
i nadziwić się nie mogą jaki piękny świat....” - pamiętam ją całą do dziś.
Nauczyła nas też piosenki o księciu Józefie Poniatowskim.
Po lekcjach też zawsze była modlitwa:
„Dzięki Ci Boże za światło tej nauki.
Pragniemy abyśmy nią oświeceni
mogli Cię zawsze wielbić i wolę Twoją wypełniać,
przez Chrystusa Pana naszego Amen.”
Po modlitwie dzieci ustawiały się parami i wychodziły za bramę, nie biły się i nie przezywały.
W drugiej klasie już dzieci czytały czytanki i pani nauczycielka zadawała zawsze wiersze. Pamiętam je wszystkie do dziś, choć minęło wiele lat.
Pewnego razu przyjechał z Ostroga inspektor i jeszcze dwóch panów. Obejrzeli szkołę, popatrzyli na zeszyty dzieci, porozmawiali coś z nauczycielką , no i pojechali.
Nauczycielka potem powiedziała nam:
- Cieszcie się dzieci, bo będziemy mieli lepszą szkołę i prawdziwe ławki.
No i tak się stało. W trzeciej klasie otrzymaliśmy już lepszą szkołę. Był to też prywatny dom gospodarzy, ale duży pokój, z czterema oknami i podłogą. No i dostaliśmy nowe ławki z pulpitami i dołkami na kałamarze, tak że już się atrament nie wylewał.

Dostaliśmy też nowe książki, zeszyty, ołówki i pióra, wszystko to państwo dawało za darmo. No, i jeszcze nową tablicę, dużą mapę, i parę portretów- marszałka Piłsudskiego, Wojciechowskiego i Orła Białego, a także parę widoczków.
Dzieci do tego przyniosły kwiaty w doniczkach, a nauczycielka porobiła firanki z papieru i było już bardzo ładnie. Cieszyliśmy się bardzo!
Nauczycielka zaczęła nas już uczyć historii Polski, geografii, pokazywała gdzie były granice Polski przed zaborami a gdzie są teraz, jakie są w Polsce miasta największe, gdzie leży Warszawa- stolica, gdzie Kraków, Poznań, gdzie Lwów. I uczyła nas piosenki o Lwowie i innych piosenek i wierszy a z trzeciej pamiętam taki:
„Był sobie dziad i baba, bardzo starzy oboje.
Ona kaszląca, słaba a on zgięty we dwoje... ” i jeszcze „Powrót taty”
A w czwartej klasie uczyliśmy się wierszy historycznych- na przykład „Przysięga Kościuszki”. Ta nauczycielka zawsze od klasy pierwszej do czwartej zadawała nam wiersze i znam ich jeszcze dużo : „Małpa w kąpieli”, „Paweł i Gaweł”, „Mrowisko”, „Po brzozowym, cichym lesie”, „Dwa dęby” i wiele innych. Wesoło było w szkole i dobrze, ale co dobre to szybko mija, a ta szkoła była tylko czteroklasowa.
Na zakończenie uczyliśmy się przedstawienia „3 maj” i „Noc świętojańska” . Nauczycielka nakupiła dużo kolorowego papieru, a matki przychodziły wieczorami i razem z nauczycielką szyły nam różne stroje.
Wesoło było na zakończenie roku szkolnego: było przedstawienie, śpiewaliśmy piosenki, mówiliśmy wiersze, a na koniec nauczycielka rozdała świadectwa no i nagrody. Ja dostałam świadectwo bardzo dobre, żadnej trójki nie miałam, otrzymałam w nagrodę bardzo ładną książkę. Nauczycielka rozdawała cukierki, dzieci się bardzo cieszyły, ale mnie było bardzo smutno, bo ja chciałam się jeszcze uczyć i kochałam swoją nauczycielkę. Zaczęłam płakać, a gdy nauczycielka spytała dlaczego to odpowiedziałam, że mi żal Pani Nauczycielki i żal, że nie będę się już uczyć.
Nauczycielka podeszła wtedy do mojej mamy i powiedziała:
-Żal mi tego dziecka, ona jest taka zdolna, czy nie dałoby się wysłać jej gdzieś do szkoły?
Porozmawiała z mamą, napisała jej podanie o przyjecie mnie do szkoły w Ostrogu- tam mieszkała stryjeczna siostra mojej mamy. Potem mama wzięła podanie, moją metrykę urodzenia, świadectwo i pojechała z tym do pobliskiego miasta Ostroga. I tam zostałam przyjęta do piątej klasy szkoły powszechnej im. Elizy Orzeszkowej. Gdy mama wróciła i powiedziała, że pójdę do szkoły w Ostrogu i będę mieszkała u cioci Tosi to jak ja się cieszyłam! Byłam posłuszna, wszystko robiłam, ciężko pracowałam i ciągle myślałam, żeby te wakacje wreszcie się skończyły, żeby już jechać do Ostroga, do tej szkoły. No i doczekałam się!
Powiem wam jeszcze jeden wiersz . Dawniej ludzie w ogóle nie umieli czytać ani pisać. Podpisywali się krzyżykami, a szkoły były tylko dla bogaczy. Kto się chciał uczyć musiał dużo pieniędzy płacić, a biedni choć też byli zdolni niektórzy i chcieliby się uczyć to nie mogli. Jakie szczęście, że ja mogłam się uczyć!
Oto wiersz „Niepiśmienny”:
Ja nie zazdroszczę , uchowaj mnie Boże
nic nikomu na tym bożym świecie
jednego tylko pozazdrościć może,
że wy panowie pisać umiecie.
Dajcie mi pióro i kartkę białą
nauczcie piórem wodzić w potrzebie
tożby latało, tożby latało
jak błyskawica po ciemnym niebie!
Wszystko co boli, co cieszy szczerze
co sam zobaczę, co mi kto powie
wszystko bym wiernie kładł na papierze
dumka po dumce, słowo po słowie.
Spisałbym widok bożego świata
każdy tak piękny, każdy tak odmienny
a teraz wszystko marnie ulata
bom nie uczony, bom niepiśmienny.
Ludzie gotowi wyśmiać biedaka
nie rozumieją jego przyczyny
a czasem myśl przychodzi taka:
żem niepiśmienny to nie z mojej winy.
Lecz pióro nie wyskrzypi spod serca mowy
a papier milczy jakby mur ścienny-
dumki, gołąbki bywajcie zdrowi
ja was nie schwycę jam niepiśmienny.
Wstrząsający wiersz, prawda? Przemawiało to dzieciom do wyobraźni i rozbudzało chęć nauki i strach przed byciem niepiśmiennym. Mała Anastazja nauczyła się jednak pisać. Napisała nie tylko swoje wspomnienia, ale i wiersze. W jednym z nich tak czytamy:
Wspominamy ciebie, nasza szkoło miła
żeś nas czytać, pisać wszystkich nauczyła.
Nie stawiamy już krzyżyków jak ludzie przed laty,
lecz piszemy wiersze, listy i różne gramaty.
Dziękuję ci droga matko, żeś mnie wychowała
i jak byłam małym dzieckiem do szkoły posłała.
Wszystko co się nauczyłam w swej głowie pomieściłam
lecz gdy przyszły stare lata wszystko z głowy gdzieś ulata.
To co trochę pozostało, to się wszystko przypomniało.
W tym zeszycie napisałam bym do śmierci pamiętałam.
Niech wnuczęta pamiętają i wierszyki te czytają, swoją babcię wspominają.
To na razie pierwsza część wspomnień pani Anastazji z małej, przedwojennej wioski Chiniówka na Kresach. Możemy ten tekst analizować pod różnym kątem- stylistycznym, czy historycznym, możemy wiele dowiedzieć się o organizacji szkolnictwa w tamtych czasach i o metodach nauczania.
Mnie wzruszyło i zastanowiło tu jednak co innego- ta szczera, niewymuszona i spontaniczna miłość do szkoły i chęć nauki małej Anastazji. Tu nic nie było udawane ani na pokaz- po prostu dla niej to było wielkie szczęście móc chodzić do szkoły. Słyszałam to w jej głosie gdy opowiadała i wyczytałam to samo we wspomnieniach. W czasie wakacji ona nie wyjeżdżała z rodzicami nad morze, ani na żadne kolonie czy obozy. W czasie wakacji ciężko pracowała przy gospodarstwie- „bo kto chleb chce jeść ten pracować musi” i z niecierpliwością czekała na nowy rok szkolny.
Za moich czasów ( w latach 60) na rozpoczęcie roku szkolnego w początkowych klasach też śpiewaliśmy radosną piosenkę:
„Gdy dzwoneczek się odezwie biegniemy do szkółki,
by się uczyć i pracować tak jak małe pszczółki
Danaż moja dana, szkółko ukochana
chętnie cię witamy, bo ciebie kochamy....”
Śpiewaliśmy smętnie i błądziliśmy jeszcze myślami po polach i lasach , po beztroskich wakacyjnych dniach zabaw i żałowaliśmy szczerze, że już się skończyły, że trzeba wracać do szkoły. Dziwiłam się po cichu:
- Dlaczego pani każe nam kłamać? Po co ten fałsz i obłuda?
Byłam mała i nie wiedziałam, że jeszcze z niejednym fałszem i obłudą przyjdzie mi się spotkać w życiu- zarówno w systemie PRL- u, jak i w naszej młodej demokracji.
Przy opracowaniu tego tematu skorzystałam ze zdjęć z zasobów internetu, gdyż niestety nie zachowały się pamiątki ze szkoły w Chiniówce, bo wioska została spalona przez ukraińskich nacjonalistów. Musimy wyobrazić sobie to co opisuje pani Anastazja, a pomogą nam te zdjęcia :
http://www.sanato.com.pl/galeria/ponidzie.html - dawna_ szkoła zdj.1
http://www.rzeszow.pbw.org.pl/!/wystawy/01_obrazki.htm# zdjęcia podręczników zdj.2
http://www.kukow.pl/index.php?go=szkola Szkoła w Kukowie w chacie rodziny Pindlów zdj. 3
linijka http://www.sgw.andrychow.pl/sgw/seniorzy08_4b.htm zdj.4
http://zalesiegminaszydlowo.bloog.pl/id,329851541,title,21-EDUKACJA-WZALESIU,index.html?ticaid=6ef23 kałamarz i pióro zdj.5
http://www.polishnews.com/index.php?option=com_content&view=article&id=3866:dni-wychowania-wczesnoszkolnego&catid=93:historia-polski-polish-history&Itemid=383 -ławka zdj 6
dzwonek http://www.pracownia.hostit.pl/dzwonki/?p=388 zdj.7
http://picasaweb.google.com/lh/photo/iHBFUT3JnhxasUu9fKLGeA płomyczek z Piłsudskim zdj.8
http://katarzyna-monika.blogspot.com/2012/02/wiejska-szkoa-w-sanockim-skansenie.html zdj.9
Artykuł przeczytano 9913 razy